Moja przygoda z tańcem towarzyskim

dance para na tle slonca

Jak wiadomo, istnieją osoby, które mają taniec we krwi i nie przepuszczą żadnej okazji by zaprezentować otoczeniu swój talent i umiejętności. Inne z kolei drewniane nogi i na imprezach zajmują się raczej podpieraniem ścian tudzież sączeniem drinków oraz dysputami z sobie podobnymi i żadna siła nie wygoni ich na parkiet. Większość osób plasuje się gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami i do tej większości należę i ja. Nie ma może dramatu,daję radę zatańczyć kilka kawałków z podchmielonym wujkiem Władkiem, ale do pewności siebie w tym względzie mi daleko. Już od dawna chodziło mi po głowie, że może warto byłoby coś z tym zrobić.

W końcu taniec to jeden z elementów dawnego dobrego wychowania, poza tym buduje pozycję w towarzystwie i pozwala cieszyć się muzyką i dobrą zabawą, a także ułatwia zawieranie znajomości. Tym bardziej, że mój dobry kolega mający, jak się wyrażał, dwie lewe nogi i zupełny brak umiejętności tanecznych zapisał się na kurs tańca dla początkujących i nie wiedzieć kiedy ukończył wszystkie poziomy zaawansowania. Obecnie, a minęło od tego czasu już dobrych dziesięć lat króluje na wszystkich parkietach, szaleje na weselach i dancingach swobodnie wykonując z partnerką skomplikowane figury, obroty i układy. Był tylko jeden problem. Moja druga połowa zupełnie nie była zainteresowana poszerzaniem swych umiejętności tanecznych. Co roku we wrześniu, kiedy rozpoczynała się kolejna edycja kursu stosowałam wszelkie znane mi metody perswazji. Na moje delikatne sugestie czy bardziej natarczywe namowy reakcja była krótka, lecz dobitna: Nie!  Nic nie było w stanie go przekonać. W końcu pojawiła się chyba ostatnia szansa. Dowiedziałam się, że będzie organizowany karnawałowy kurs tańca dla początkujących. Tylko sześć spotkań! Przypuściłam atak i tym razem usłyszałam zrezygnowane: No dobra, jakoś wytrzymam. Nie czekając na wielce prawdopodobną zmianę decyzji popędziłam nas zapisać i już wkrótce nadszedł ten wieczór.

Nieco stremowani udaliśmy się do miejscowego domu kultury. Na korytarzu czekało już sporo osób, dołączyliśmy więc do nich i po zmianie obuwia i pozostawieniu zimowych płaszczy, kurtek i czapek podążyliśmy za tłumem na piętro. Sala do tańca bez problemu pomieściła około 30 par, jak się później okazało. Na podłodze parkiet, ściany wyłożone lustrami, jasne oświetlenie, w kącie sprzęt grający. Wszystko wyglądało profesjonalnie, no może poza nami, uczestnikami kursu. Przekrój wiekowy duży, od licealistów do ludzi po sześćdziesiątce. Ubiór raczej luźny, panowie w dżinsach i koszulach lub bluzach,do tego półbuty lub adidasy, panie również w bluzeczkach i dżinsach, legginsach, kilka zdecydowało się na spódnice, na nogach tenisówki, baleriny lub czółenka. Łączy nas jednak jedno: dość niepewne miny. Pojawia się instruktorka i pokazuje krok podstawowy salsy. Teraz nasza kolej. Z głośników płynie muzyka, a my próbujemy w jej rytm odtworzyć kroki pokazane przez instruktorkę. Najpierw, panowie, potem panie, a na końcu w parach. Atmosfera się nieco rozluźnia, pojawiają się uśmiechy. Za chwilę zmiana klimatu i z gorącej Kuby przenosimy się na dwór angielski. Jego wysokość Król Walc! I znowu krok podstawowy, najpierw ćwiczony osobno, następnie w parach. Instruktorka przechadza się, koryguje naszą postawę, sprawdza, czy kroki są tymi właściwymi. Czas szybko mija i za chwilę już koniec zajęć. Uff, udało się bez większych wpadek i kontuzji. W ciągu tygodnia spontanicznie ćwiczymy w kuchni to, czego się nauczyliśmy. Na kolejnych zajęciach szybka powtórka z poprzedniego treningu i już za chwilę nowe tańce i nowe kroki. Już się trochę znamy z ludźmi z grupy, czujemy się pewniej i nie możemy doczekać się kolejnego treningu. I tak oto sześć tygodni upłynęło nie wiadomo kiedy.

dance1

Dzięki uczestnictwu w kursie zdołaliśmy opanować kroki kilku tańców, nabraliśmy pewności siebie. Okazuje się, że tańca można się nauczyć, przy okazji poćwiczyć, a i związek bardzo zyskuje na takiej aktywności. Po takiej zaprawie najchętniej zapisalibyśmy się na kurs pierwszego stopnia (tym razem już bez wiercenia partnerowi dziury w brzuchu), jednak już wkrótce przyszło się nam zmierzyć z zupełnie innymi wyzwaniami, które spowodowały odłożenie naszych planów. Minęły już ponad dwa lata i co roku we wrześniu myślę o tym, żeby powrócić do tańca. Na razie nie jest to możliwe, ale wiem, że jeszcze się tam pojawimy!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>